- Istnieją w ogóle istoty, które Cię nie pociągają?
- Syreny - odparł Magnus - zawsze pachną wodorostami.
- To nie jest zabawne.
- Czym się zajmujesz? - spytała kobieta.
- Różnymi rzeczami - odparł Magnus.
- Modą? Wyglądasz, jakbyś pracował w branży mody..
- Nie - odparł. - Ja jestem modą .
Dał nam ogromną zdolność kochania, oddawania naszych serc, aby raz za razem napełniały się miłością, która nas uświęca. Kochać to znaczy zbliżyć się do aniołów tak bardzo, jak to tylko dla nas możliwe.
- Nie rozumiem.
Zawsze zastanawiała się, dlaczego ludzie tak mówią, kiedy ewidentnie rozumieją. Teraz już wiedziała: mówią tak, bo nie chcą rozumieć. To był ich sposób powiedzenia: "Nie, nie możesz mówić tego poważnie To niemożliwe".
Powiedz mi, że to nie jest prawda.
- Ale ubaw!
- Dość tego! - powiedział Jace. - W tym roku na gwiazdkę podaruje Ci słownik.
- Dlaczego? - zdziwiła się Isabelle
- Żebyś poszukała w nim słowa "ubaw". Nie jestem pewien, czy wiesz co ono znaczy.
- Zaczekaj, Mol. To nie wszystko, po co przyszedłem dziś w
nocy.
Duch zadrgał. Chciwość walczyła z jej instynktem samozachowawczym. W końcu chrząknęła. - No dobrze. W takim razie, czego jeszcze potrzebujesz?
Will zawahał się. To nie było coś, po co przysłał go Magnus. To było coś, co chciał
wiedzieć dla siebie. - Eliksiry miłosne...Stara Mol wybuchła skrzekliwym śmiechem. - Eliksiry miłosne? Dla Willa Herondale? Nie mam w zwyczaju odmawiać przyjęcia zapłaty, ale każdy, kto wygląda jak ty, nie potrzebuje eliksirów miłosnych. To niezaprzeczalna prawda.
- Nie - powiedział Will. W jego głosie słychać było nutę rozpaczy. - Szukam czegoś zupełnie przeciwnego, czegoś, co mogłoby przekreślić stan zakochania.
- Eliksir nienawiści? - Mol była rozbawiona.
- Miałem nadzieję znaleźć coś bardziej przypominającego obojętność? Tolerowanie...?
Prychnęła w sposób zdumiewająco ludzki, jak na ducha. - Nie mam wcale ochoty mówić ci tego, Nefilim, ale jeśli chcesz, żeby dziewczyna cię nienawidziła, istnieje wystarczająco
dużo sposobów osiągnięcia tego stanu. Nie potrzebujesz mojej pomocy w tej sytuacji.
Skończywszy mówić, zniknęła, wirując i łącząc się z mgłą wśród nagrobków. Will westchnął, spoglądając w miejsce, gdzie przed chwilą była. - Nie dla niej - powiedział
cicho, mimo że w pobliżu nie było nikogo, kto by go usłyszał. - Dla mnie... - Oparł głowę o zimną bramę.
Nescis quid servus vesper vehat. - Kto wie, co przyniesie noc?
Pomyślała o tym, co James powiedział na temat owoców faerie, że im więcej się ich je, tym bardziej się ich pragnie i tym bardziej się cierpi, gdy ich zabraknie. A jednak, czy niewiedza, jak smakują, nie jest inną formą cierpienia?
Simon?
Jej przyjaciel zamrugał.
- Myślę...Mogłabyś zrobić to znowu?
Tym razem Clary skupiła się na Simonie, na jego "simonowatości", (...).
Pomyślała o sekretach ukrywanych przez ludzi i o tym, że są jak blizny albo rany pod skórą. Nie zawsze je widzisz, ale jeśli ich dotkniesz w niewłasciwy sposób, możesz spowodować wielki ból.
Specjalna rasa wojowników, potomków anioła, obdarzonych mocami, które pozwalały im dzierżyć broń wykonaną z adamsu i nosić czarne Znaki świętych runów na ciele, które czyniły ich silniejszymi, szybszymi i bardziej śmiercionośnymi od każdego Przyziemnego. Runów, dzięki którym płonęli jasno pośród nocy.
Nie jest właściwym człowiekiem dla ciebie. Nie jest wystarczająco silny. Co rusz cię zawodzi i rozczarowuje. Wiem, że cię kocha, ale to nie wystarczy.
Kiedy ktoś przez tyle lat stanowi część twojego życia, usunięcie go przypomina odcięcie korzeni żywej roślinie.
Tak, ostatnią rzeczą, która ją obchodziła, było to, czy ludzie patrzą na chłopca i dziewczynę całujących się nad rzeką, podczas gdy Londyn, jego wieże, kościoły, mosty i ulice otaczały ich jak kiedyś, dawno temu. I czy Tamiza, która płynęła obok nich, spokojna i srebrna w popołudniowym blasku, pamięta noc sprzed lat, kiedy księżyc świecił jasno jak szyling na tego samego chłopca i tę samą dziewczynę, albo czy kamienie Blackfriars znają ślady ich stóp i myślą sobie, zachowując milczenie:
"Wreszcie koło zatoczyło pełny krąg".
Nie szukałem ognia, lecz me serce płonie. Lajlo, ta miłość jest nie z tej ziemi.
Błogosławiony niech będzie Anioł, źródło mojej siły, który uczy moje ręce wojny, a moje palce walki.
- Chciałem ci tylko powiedzieć, że nie zawsze musisz czuć się dobrze. Poprosiłem cię, żebyś został moim parabatai, bo cię potrzebowałem, ale ty też możesz mnie potrzebować. To - wskazał na swój run - oznacza, że jesteś moją drugą, lepszą połową i zależy mi na tobie bardziej niż na sobie. Pamiętaj o tym. Przykro mi, że nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo cierpisz. Wtedy tego nie dostrzegałem, ale teraz tak.
[...]
- Dzięki, że mnie dostrzegłeś.
Depresja i smutek to nie to samo.
Za każdym razem, kiedy go widzieli, rozpoznawali go i spodziewali się po nim różnych rzeczy. A on za każdym razem miał pustkę w głowie. Zupełnie jakby patrzył na kogoś, kto kopie w miejscu, o którym wie, że ukrył w nim coś cennego, kopie i kopie, aż zda sobie sprawę, że cokolwiek tam było, przepadło. Mimo to nadal kopie, bo sama myśl, że to utracił, jest zbyt okropna, a zawsze pozostaje jakaś nadzieja. Nadzieja. To on był zaginionym skarbem. To z nim wiązano nadzieje.