- Chcę porozmawiać z synem - oświadczył Asmodeusz. - Minęły prawie dwa wieki, od kiedy ostatnio to robiliśmy, Magnusie. Nie piszesz, nie dzwonisz, nie składasz mi krwawych ofiar. Ranisz swojego czułego tatusia.
Z pewnością byłoby cudownie, gdybyśmy wszyscy dokładnie wiedzieli, kim jesteśmy.
- Alec, słyszałeś? Jace nie jest I nigdy nie był synem Valentine'a.
- A czyim? - zapytał Alec (...)
- A kogo to obchodzi!
Świat rozmazał się - galopowała, co przypominało lot, bo koń ledwie dotykał ziemi. Zaparło jej dech w piersi. To było jak zgroza i wolność na oceanie, kiedy jest się zdanym na łaskę czegoś o wile silniejszego od ciebie.
Niech zamilkną rozmowy. Niech ucichnie śmiech. Oto jest miejsce, gdzie umarli z radością uczą żywych.
Zastanawiał się, czy kiedykolwiek pokocha kogoś tak mocno, że wszystkiego się dla niego wyrzeknie i zapragnie spalić świat, aby go odzyskać.
Mówi się, że faerie kradną ludzkie dzieci, bo nie potrafią same tworzyć dzieł sztuki ani muzyki. Tak samo jak czarownicy i wampiry. Sztuka wymaga śmiertelności. Świadomości śmierci, ograniczenia. Jest w nas ogień i kiedy płonie, pali nas, a to powoduje ból, ale bez tego światła nie widzę i nie potrafię rysować.
Wiele wyborów jest trudnych, niektóre są wręcz niemożliwe, ale nie ma sensu nienawidzić tych, którzy są zmuszeni ich dokonać.
Nie ma większej zdrady niż zdrada przyjaciela.
- Zawsze uważałem, że miłość ogłupia, osłabia, czyni złym Nocnym Łowcą. Miłość jest niszcząca. Wierzyłem w to.
Nie można wymazać z pamięci wszystkiego, co sprawia ból. Clary nie chciała zapomnieć Maksa, Madeleine, Hodge’a i Inkwizytorki ani nawet Sebastiana. Każde wspomnienie, nawet złe, było cenne. Valentine chciał zapomnieć, że świat musi się zmieniać, a Nocni Łowcy wraz z nim, chciał zapomnieć, że Podziemni mają dusze i że wszystkie dusze są ważne. Wolał myśleć o tym, co różni Nocnych Łowców od Podziemnych. Zgubiło go to, że okazali się tacy sami.
- Dlaczego wtargnęliście do mojego domu? - zapytała. - Co tu się dzieje?
- Nie sądziliśmy, że będziesz w domu - powiedział Thomas.
- To nie pomaga - wtrąciła Lucie.
Zawsze miał serce wędrowca. Przez wieki przeżywał przygody w tak wielu miejscach, zawsze szukając czegoś, co zaspokoiłoby jego nienasycony głód. Nigdy nie zdawał sobie sprawy, jak można poukładać sobie życie – do jakiego stopnia miejsce i osoba mogą tworzyć dom.
Teraz znalazł swoją drugą połówkę. Jego niespokojne serce wreszcie mogło odpocząć.
- Nie mam nic przeciwko, jeżeli ktoś pyskuje. Nawet to lubię. Chodzi o nastawienie, kompletnie pozbawione radości. Jedna z ważniejszych przyjemności w życiu polega na kpinach z innych, więc jeżeli już to robisz, chociaż od czasu do czasu zrób to na wesoło. Okaż trochę radości życia!
- Przecież ja nie żyje - zauważył Rafael.
- To może radość nieżycia?
Przypomniały się jej słowa wiersza z lekcji z angielskiego, że kiedy się widziało pierwszą śmierć, następne się nie liczą. Poeta nie wiedział, o czym mówi.
Zapadło długie milczenie, które w końcu przerwał Magnus.
- Muszę wam przyznać - powiedział. - Nigdy nie myślałem, że ktokolwiek przebije Jace'a i Clary pod względem wariackich, autodestrukcyjnych decyzji, ale wy stanowicie dla nich ostrą konkurencję.
- Hej, wszystko w porządku? W ogóle się nie odzywałeś.
- Mam pełny żołądek i ostry język-wypalił Magnus.
Kiedy słuchałem, jak o tobie opowiadał, myślałem sobie, rany, ten chłopak musi mieć mnóstwo macek. Setki maeck! A popatrz na siebie. - Pokręcił głowa. - Ani jednej.
Jace wzruszył ramionami i sięgnął po pierwszy z brzegu owoc. - Co to jest?
- Mango. - Simone wbił w niego wzrok. [...]
Małolata wcisnęła mu do ręki jakąś karteczkę i wróciła do przyjaciółki, po czym obie wyszły ze sklepu chwiejnym krokiem, przez cały czas chichocząc.
Simone podszedł do Jace'ego i cisnął puszkę z zupą do koszyka.
- O co chodziło?
- Chyba zapytała, czy mogłaby dotknąć mojego mango - odparł Jace.
(...) niewątpliwie każdy mężczyzna myślał o sobie jako o kimś dobrym. Nikt nie postrzega samego siebie jako czarny charakter.